Odkad wyjechalem z Shimli nie mialem okazji przekroczyc 60 km/h. drogi byly super krete i super dziurawe. Jedynie widoki rekompensowaly strate czasu. wlasciwie to sam chcialem sprobowac tych drog. tych drog, o ktorych tylu mi opowiadalo. Po wizycie w Karakorum i zobaczeniu na wlasne oczy Karakorum Highway moge teraz z reka na sercu stwoerdzic ze to byla bulka z maslem. Drogi tutaj po himalajach to dopiero wyzwanie. miedzy Shimla a Dehradun (do ktorego nie dojechalem) trafilem na 50 km odcinek offroadu. Nagle smukly jak jedwab asfalt ustapil miejsca kamieniom i dziurom. Motocykl dostal porzadne baty. Jak sie mialem pozniej przekonac wiekszosc drog bedzie wlasnie taka. Dziennie bez wzgledu na godzine o ktorej sie podnosilem z lozka nie bylem w stanie przejechac wiecej niz 160 mil. Moze zrobilbym wiecej ale przerwa na kawe plus sesja zdjeciowa w tych "przepieknych okolicznosciach przyrody" byly konieczne. Odleglosci miedzy miejscowosciami w lini prostej 20 km przeistaczaly sie w 90 km kretych sciezek. Wspinanie sie na 3200 m i zjazd z powrotem na 850.
Cieknie mi olej z uszczelki miedzy walem korbowym a Axle. Zapewne jest to skutkiem tych batow o ktorych wspominalem. Nie widac jednak zadnych plam pod motorem kiedy jest zaparkowany. dopiero kiedy olej krazy to wyrzuca go troche na zewnatrz. Jestem jednak dobrej mysli. Zostalo mi niewiele juz. Do granicy z Nepalem okolo 160 km. Pozniej juz kierunek Pokhara i KTM. trzymajcie kciuki.
No comments:
Post a Comment